Wiadomości

Ubezpieczenia rolnicze priorytetem rządu Beaty Szydło

Ubezpieczenia rolnicze priorytetem rządu Beaty Szydło

Fot.: pixabay.com

Premier Beata Szydło swoim exposé wygłoszonym 18 listopada w Sejmie RP zapowiedziała, że w trakcie pierwszych stu dni urzędowania rząd zajmie się projektem ubezpieczeń rolniczych. Obowiązująca obecnie bowiem ustawa o dotowanych ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt hodowlanych nie zapewnia równowagi pomiędzy interesami rolników, państwa i ubezpieczycieli. W efekcie, jak podkreśla Paweł Augustyn, ekspert do spraw ubezpieczeń rolnych w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych TUW, zakładom ubezpieczeniowym nie opłaca się ubezpieczać w tym systemie upraw i zwierząt należących do rolników, które są "powszechnie" nie ubezpieczone, a państwo i samorządy i tak muszą przeznaczyć nie małe środki budżetowe na pomoc poszkodowanym.

Najdobitniej niedoskonałości ustawy o ubezpieczeniach rolnych pokazała tegoroczna susza, w efekcie, której rolnicy ponieśli ogromne straty, a nie mogli nawet odzyskać poniesionych na uprawę nakładów, ponieważ większość ich gruntów była nieubezpieczona.

 

Przyjęta przez Sejm RP w 2005 roku ustawa o ubezpieczeniu upraw rolnych i zwierząt hodowlanych miała na celu przede wszystkim objęcie powszechnym ubezpieczeniem uprawy rolne, co miało spowodować, że składki będą niskie i będą sprzedawane w pakietach od kilku ryzyk na przykład powodzi, ognia, deszczu nawalnego, przymrozków i gradu.

 

- Tak się jednak nie stało, ponieważ ustawa daje ubezpieczycielowi możliwość odmowy przyjęcia upraw do ubezpieczenia. Naturalnie, zatem, zakłady ubezpieczeń, kierując się wynikiem technicznym ubezpieczenia, czy mówiąc bardziej kolokwialnie, zyskiem – nie są zainteresowane ubezpieczaniem tzw. „terenów szkodowych”: narażonych na suszę, znajdujących się w depresjach, na obszarach zalewowych, czy leżących na tzw. pasach gradowych. Najchętniej ubezpieczano by oczywiście obszary o znikomej częstości występowania szkód. Z kolei rolnicy z tych terenów, co naturalne, niechętnie garną się do ubezpieczenia. To sprawia, że zakładana w systemie powszechność jest, jak pokazują dane – fikcją. Godzi to w podstawową ideę ubezpieczeń, gdzie w miarę wzrostu liczby ubezpieczonych, następuje tzw. rozproszenie ryzyka i wzrost opłacalności ubezpieczeń. Ubezpieczyciele mogą wówczas obniżać składkę, a nawet bardziej pobłażliwe podchodzić do oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Kształt dzisiejszej ustawy daje efekt odwrotny – mówi Paweł Augustyn.

 

Od 2005 roku rokrocznie ubezpieczanych jest w Polsce tylko około 20% upraw, a ustawa nie spełniła zamierzonego celu pomimo tego że rolnicy dostają dopłatę do ubezpieczeń upraw od Państwa do 60% dopłaty do składki za zawarte ubezpieczenia.

 

Dlatego ustawa w tym kształcie, jeśli ma spełniać swoje społeczne cele, wymaga, co podkreśliła słusznie w swoim wystąpieniu premier Beata Szydło, jak najszybszej nowelizacji. Przede wszystkim  należy,  jak  zaznacza Augustyn, zaproponować rozwiązania promujące, czy wręcz wymuszające powszechność systemu. Zdaniem eksperta TUW wiąże się to z koniecznością ustanowienia bezwarunkowego przyjmowania do ubezpieczenia przez zakłady ubezpieczeń upraw na każdym terenie i bez oględzin.

 

Na wzrost liczby ubezpieczonych można by także wpłynąć poprzez powiązanie ubezpieczeń dotowanych z wnioskami obszarowymi, które składają rolnicy w celu otrzymania dopłat bezpośrednich. Na wnioskach tych znajdują się, bowiem wszystkie niezbędne dane potrzebne do ubezpieczenia (dane osobowe, wielkość działki rolnej, rodzaj uprawy). Suma ubezpieczenia i składka wyliczane byłaby automatycznie w oparciu o przyjęte uśrednione w skali kraju, bądź województwa wydajności i ceny. Automatyzm zawierania tych ubezpieczeń wpłynąłby na powszechność systemu, a zwiększające się wówczas koszty ubezpieczycieli rekompensowane byłyby z nawiązką, dzięki rosnącej liczbie ubezpieczonych rolników.

 

W ocenie Augustyna powiązanie ubezpieczeń dotowanych z wnioskami obszarowymi generuje kolejną korzyść – eliminacje, bądź radykalne ograniczenie, kosztów pośrednictwa ubezpieczeniowego, które w tym przypadku wynoszą od 20% do 25% składki. Cały system rozliczeń prowadziłaby poprzez swoje struktury ARiMR. Wzrosłaby, zatem wyraźnie opłacalność tych ubezpieczeń.

 

Koniecznie jak wskazuje nasz ekspert, należy zrezygnować też z zapisu mówiącego, że rolnik nie otrzyma dotacji, gdy stawka taryfowa (cena ubezpieczenia) przekroczy 6% sumy ubezpieczenia. Pomyśleć należy także o elastyczności systemu i oprócz standardowej procedury zawierania ubezpieczeń dotowanych, dać rolnikowi i ubezpieczycielowi możliwość dowolnego kształtowania składki, bez zagrożenia utraty przewidzianej przez państwo dotacji.

 

- Tylko powszechność ubezpieczeń upraw spowoduje z jednej strony, że wszystkie uprawy będą ubezpieczone, a z drugiej strony niską składkę. Można to zrealizować poprzez wzajemność ubezpieczeniową i Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, które działają non profit, a każdy z ubezpieczonych jest jego członkiem, natomiast nadwyżkę składki po rozliczeniu roku przeznacza się między innymi na obniżkę składki w latach następnych - podsumowuje Paweł Augustyn.

Źródło: Małopolska Izba Rolna

Komentarze (7)

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.